Dziś post średnio aktualny, bo z listopada, ale chciałabym podzielić się wrażeniami z mojego pierwszego hennowania:)
Część 1.
Postawiłam na hennę i almę od PolaHenny. Wymieszałam opie paczki (po 100ml każda) z cytrynką (500ml) i wodą(150-200ml), a całość prezentowała się tak (zdjęcie dojdzie jak wrócę ;):
Henna poczekała kilka godzin na kaloryferze i później razem z mamą rozpoczęłam zabawę:) Musiałam mimo wszystko dolać wody, żeby hennę dało się rozsmarować na włosach. Całość zajęła nam bardzo długo, prawie godzinę. Bardzo istotne są przedziałki przy hennowaniu, bo jeśli jakiś włosek niechciany, nie z tej partii, się zahennuje to już się go nie wyjmie z czeluści zielonej papki :) Siedziałam z takim ziołowym turbanem ok 3 godziny. Po tym czasie wsadziłam głowę do miski z wodą, żeby trochę ta betonowa konsystencja odpuściła i myłam, i myłam, i myłam, i płukałam. Po zmyciu wodą (tylko) przeszłam do suszenia. Musiałam też wcześniej rozczesać włosy (auć), ale po wszystkim, bez żadnej stylizacji włosy prezentowały się tak (suszarka spuszyła):
Znajomi zauważyli tylko wyprost, nie zmianie w kolorze ;)
Część 2.
Ta czerwień zdecydowanie nie pasowała do mojego planu. Byłam na to przygotowana. Następnego dnia wymieszałam indygo i bhringraj tez z PolaHenny z samą wodą (750 ml). Dałam niestety za dużo wody i papka spływała po mnie:(
Wszystko poszło jednak szybciej, dzięki doświadczeniu nabytemu wczoraj. Tą papkę trzymałam 30min. Po tym czasie zmyłam wodą (nie było potrzeby moczenia w misce) wyczesałam (znowu ból i płacz po ilości włosów jaką zobaczyłam) i wysuszyłam suszarką. Oto efekty:
A to efekty po kilku dniach:
O dziwo nie wystąpił wielki przesusz. Po indygo dopiero czułam przesusz na końcówkach, ale zdrowe włosy trzymały się świetnie. Wyprost utrzymał się do następnego mycia, które przesunęło się, ze względu na przedłużającą świeżość hennę. Włosy pięknie błyszczały, miękkie i dociążone. Koloru ujednolicony (miałam jasne plamy), a to był główny cel ;)
Moje spostrzeżenia:
- odpowiednia gęstość produktu to sprawa kluczowa, musi dać się rozsmarować, a nie może spływać. zawsze można dolać wody, z dodaniem proszku bywa już gorzej.
- dla osób z brakiem zdolności manualnych (jak ja) polecam poprosić kogoś o odwalenie brudnej roboty
- patent z miską jest genialny :)
- trzeba się przygotować na 'ręcznik tylko do henny'
- zdecydowanie lepiej hennować od dołu niż od czubka (chociaż, to może tylko mi tak lepiej)
- indygo brudzi wszystko wokół na niebiesko, ale micel z Biedronki świetnie sobie radzi
- nie dodawałam żadnych substancji dodatkowych (cynamon, glut lniany, odżywka)
- indygo stosunkowo szybko się wypłukało, teraz już nie mam tak ciemnych włosów
- przy następnym hennowaniu zmieni się proporcja i dodatki:) Najpierw było za czerwono, później za ciemno (na początku, teraz żałuję, że tak bardzo się wypłukało)
_________________________________________________________________________________
A jak wasze włosy reagują na hennowanie? Lubicie zioła? Wierzcie lub nie, ale śledziłam Wasze blogi, nie wszystkie, ale mimo, że nie komentowałam, to czytałam. Miejmy nadzieję, że to się zmieni na lepsze. Zmieni się też wygląd bloga i w końcu informacje w zakładkach będą uaktualniane., w końcu ;)
A.
