piątek, 18 października 2013

Wymiana z Kinqa94

Cześć :)

Dziś post z serii "tak zaległe, że aż wstyd". Miesiąc temu wymieniłam się z pięknowłosą Kingą włosowymi cudeńkami :) To była moja pierwsza wymiana więc nie wiedziałam co się daje, ile i w czym. Padło na pojemniki na mocz - kolejny wielozadaniowy produkt :) w ilościach różnych spakowanych do pudełka po butach. O tym co ja wysłałam możecie przeczytać TU (Kinga ma mniejszy ogon niż ja), a w skrócie oddałam odlewki: zielonego Biovaxa - do włosów słabych ze skłonnością do wypadania, odżywkę Alverde aloes i hibiskus, 2 odżywki Yves Rocher (jedwabistą i odbudowującą).  Przepraszam, ale mój telefon ma dzwonić, a nie robić zdjęcia, akumulatorki będą po weekendzie.
Całość prezentowała się o tak:



A co dostałam? Same pyszności :)
  • BingoSpa, spirulina i keratyna - lubię keratyne:)
  • Woda różana - nigdy nie miałam hydrolatu, więc nie mogłam się oprzeć, pachnie bardzo słodko
  • Joanna, Rzepa kuracja wzmacniająca - moja pierwsza wcierka, mam do niej sentyment spisała się świetnie :)
  • GAL, 3 rybki keratynowe.


Wymiany są świetną okazją do przetestowania i 'posmakowania' nowych produktów :)

_________________________________________________________________________________

Lubicie się wymieniać? W czym przesyłacie odlewki i jak dużo przesyłacie? Macie swoich ulubieńców w tych produktach?

Pozdrawiam
A.

czwartek, 17 października 2013

Plany na październik

Cześć :)

Już  połowa października za nami,  a ja jeszcze nie opowiedziałam Wam o swoich planach. W tym miesiącu nie jest za wiele.

1. Zdenkowac cokolwiek (o dużych ilościach nie ma mowy)
2. Wcierać wcierać wcierać i ograniczyć wypadanie
3. Zastanowić się nad najlepszym obcięciem dla moich falo-loków
4. Zastanowić się nad zmiana koloru - w końcu :)
5. Pomyśleć o pierwszym rozdaniu :)
6. Tworzyć płukanki - lubię:)
7. Zorganizować sobie życie - jestem na etapie testowania i układania planu zajęć i planu pracy najlepiej do swoich możliwości
8. Opracować plan pielęgnacji na jesień, bo dotychczasowa pielęgnacja zupełnie się nie sprawdza - to moja pierwsza 'świadoma' jesień
9. Okiełznać loki.
10. Czas chyba na zdjęcie do mojego blogowego profilu.
11. Używać bloggera na komórce!!/brać laptopa na uczelnie - przy 14godzinach okienek coś Wam naskrobie.

No to tyle :) wlosowo-blgowo-życiowo,  czyli jak zwykle
____________________________________________
A jak wasze plany na pazdziernik, na jesien? Lubicie planowac? Bo ja bardzo, nawet jesli nie zawsze mi to wychodzi to lubie a nawet musze miec plan. Kalendarz i opisywanie wszystkiego co mam zrobic albo jakies kartki na tablicy korkowej to podstawa.

Pozdrawiam
A.

piątek, 11 października 2013

Dotknął mnie anioł

a nawet dotyka regularnie :) Jak już wiecie zamierzam intensywniej zajmować się swoją twarzą. Ostatnio zauważyłam, że już czas najwyższy, bo problemów z wiekiem nie ubywa - problematyczna strefa T z zaskórnikami, suche okolice nosa, normalne policzki z predyspozycjami do naczynek. Jak widzicie jest z czym pracować.

Od zawsze uważam, że, aby coś się przyjęło, zadziałało lepiej potrzebne jest oczyszczenie (mam tu na myśli nie tylko ciało, skórę włosy, ale i atmosferę). Tak więc walkę o piękną skórę zaczęłam od oczyszczania. Oczyszczanie nie byle jakie, bo osławionym czarnym mydłem. Kobiety w krajach arabskich nazywają ten produkt "dotykiem anioła". Nawet pytałam kolegę, który wrócił z Egiptu, czy faktycznie używają i mówił, że tak.

Ale teraz od początku. Pewnego dnia robiąc research po bydgoskich sklepach z włosowymi produktami natrafiłam na ulicy Śniadeckich sklep. Mały, niepozorny, ale tu sprawdziła się maksyma, że liczy się  wnętrze. W środku zobaczyłam mnóstwo olejków, hydrolatów, delikatnych szamponów - same ochy i achy. Moje oczy chciały to wszystko ogarnąć i pochłonąć - takie cuda pod nosem. Zaczęłam oglądać te cuda w łapkach, zerkając na składy, czy aby na pewno delikatne. Właściciele sklepu wdali się ze mną w rozmowę, opowiedzieli mi o sklepie i produktach. Byłam zaskoczona ich wielką wiedzą na te tematy. Pani z pamięci mówiła mi proporcje kwasów w olejach, doradzając mi odpowiednie produkty do twarzy. Co najlepsze - wiedzieli o olejowaniu włosów. Tym zdobyli moje serce. Jednak nie żyjemy w takim Ciemnogrodzie. Byłam zachwycona. Godzina spędzona w sklepie na omawianiu kosmetyków i składów minęła jak 5 minut. Wyszłam stamtąd z produktem o jakim marzyłam od jakiegoś czasu - czarne mydło.

O działaniu czarnego mydła mogłyście już przeczytać w wielu miejscach. Mi osobiście zależało na detoksie skóry, złuszczeniu naskórka, braku wysuszenia i działaniu antytrądzikowemu (ale sobie wymyśliłam). Ze względu na ostatni warunek doradzono mi Czarne mydło z dodatkiem olejku eukaliptusowego o właśnie takim działaniu.

Skład:
Sodium Olivate, Aqua, Glycerin, Eucalyptus Globulus Oil, Potassium Hydroxide.

Przepięknie krótki, prawda?

Opakowanie:
Wygodny plastikowy słoiczek z nakrętką. Widać doskonale ubytek. Łatwo się wydobywa. Estetyczny i prosty - jak skład :)








Konsystencja i zapach:
Początkowo miało konsystencje gęstego brunatnego (jednak nie czarnego) smaru (jaśniejsze niż czarne mydło bez dodatków), jednak ja maczałam w nim mokre palce i po prostu się rozwodniło. Nie wiedziałam jak je stosować, później poczytałam o wyciąganiu szpatułką. Mimo to działanie jest takie same. Pachnie eukaliptusowo, niwelując charakterystyczny zapach. Po 2 użyciach zupełnie mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie - relaksuje.

Aplikacja i działanie:

Twarz: Początkowo nakładałam czarne mydło na wilgotną skórę, które wcześniej rozcierałam w dłoniach z odrobiną wody do powstania emulsji. Cienka warstwa pokrywała moją skórę jak maseczka przez około 10 minut (1-3 razy w tyg) - w połączeniu z ciepłą wodą w wannie czułam się jak w SPA.
Gdy czarne mydło się rozwodniło nie rozcierałam go tylko nakładałam na twarz prosto ze słoiczka i również trzymałam około 10 minut. Po tym czasie delikatnie masowałam skórę przez około minutę do powstania pianki i spłukiwałam. UWAGA! Produkt niemiłosiernie piecze jeśli dostanie się do oka. Trzeba naprawdę ostrożnie spłukiwać. A jakie efekty? Moja twarz stała się bardzo gładka. Była tak czysta, że aż skrzypiała. Pory się zwęziły i oczyściły (w końcu czarne paskudztwa ograniczone), skóra przeżyła detoks - po pierwszych 2 użyciach wysypało mnie na czole, ale nie przejęłam się tym. Skóra stała się uspokojona. Kiedy używałam za często koniecznością było nałożenie kremu/oleju ze względu na ściągnięcie, ale przy użyciu  raz w tygodniu nie ma takiego problemu. Raz schodziła mi skóra, ale to ze względu na złuszczanie naskórka a nie przesuszenie.

Włosy: Myłam włosy metodą buteleczkową - przelałam emulsję do buteleczki, dopełniłam wodą, wstrząsnęłam i polewałam włosy. Został niestety osad, typowy przy mydłach, którego ja osobiście nie lubię. Włosy czyste, ale matowe.

Ciało: Słysząc o działaniu antycellulitowym i ujędrniającym nie mogłam sobie odmówić wypróbowania tego cuda na całe ciało. Wysmarowałam się tym i zaczęłam intensywnie masować rękawicą peelingującą - nie Kessą. Spłukałam i po myciu wmasowałam olej kokosowy w skórę.  Nie mogłam przestać się dotykać (jak to brzmi), nogi głaskałam jak kota. Próbowałam peelingu bez czarnego mydła i w wersji bez wmasowania oleju i efekty były zdecydowanie gorsze. To połączenie (czarne mydło, rękawica i olej) to najlepszy peeling świata :)

Stopy: Pięty to mój problem, a w zasadzie to był mój problem :) Wmasowałam w wymoczone pięty czarne mydło i zostawiłam na 5 minut. Pumeks poszedł w ruch a warstwy naskórka schodziły same. Po ścinaniu skórek nożykiem do pięt czarne mydło pomogło mi wyrównać skórę na piętach już po 1 użyciu (pierwszy raz ścinałam, wiec moje pięty wyglądały strasznie)

Cena,wydajność i dostępność:
29zł/100g - cena jak najbardziej adekwatna, gdyż mydło jest niesamowicie wydajne. Mam je od sierpnia i zużyłam połowę opakowania - najwięcej poszło na włosy - na ciało ubytek był prawie niezauważalny. Produkt dostępny w Bydgoszczy, jak i przez internet.

Podsumowanie:

+ działanie, spełnia wszystkie kryteria (oczyszczenie, detoks, złuszczenie, brak wysuszenia, działanie antytrądzikowe)
+ prosty skład
+ kosmetyk wielofunkcyjny
+ cena atekwatna do jakości
+ produkt jest dostępny
+ zapach łagodniejszy niż zapach tradycyjnego czarnego mydła
+ estetyczne opakowanie podkreśla jego prostotę
+ łatwo się wydobywa

- zostawia włosy matowe

Wpadłam po uszy, zakochałam się w tym produkcie! Zwlekałam z tą recenzją dobry miesiąc próbując doszukać się wad. Na szczęście bezskutecznie. :)

Edit: Dodałam troszkę do podsumowania miesiąca (ta skleroza), więc zapraszam do doczytania :)
________________________________________________________________________

A jak Wasze doświadczenia z czarnym mydłem? Kochacie czy może nie możecie używać, ze względu na zapach?

Pozdrawiam
A.

wtorek, 8 października 2013

Bad hair period...

Hej,

mam wrażenie, że ostatnio ktoś podmienił moje włosy. Od momentu ich wypadania nie skupiałam się na ich odpowiedniej pielęgnacji, tylko na masowaniu i wcieraniu. Czy można zapomnieć co lubią własne włosy? Sądziłam, że nie. Robiłam wszystko jak zwykle. Skończyło się to niestety marnie.  Czasem mamy bad hair day, ale ja mam bad hair period. Pisałam niedawno, że moje włosy zostały przenawilżone, a konkretniej przealoesowane. Efekt to niemiłosierny puch i wyprost włosów. Co za dużo to nie zdrowo. Po prostu przekombinowałam. Sądziłam, że było im mało, a im było już za dużo wszystkiego.

Stosowałam różne kombinacje, ale w 3 myciach pod rząd występował aloes w mniejszych lub większych ilościach. Na nic się zdało oczyszczanie - odżywka za słaba, czarne mydło pozostawiło brzydki, tępy osad. Nie mogłam wydobyć skrętu. Wszystko padało, pojawiały się strąki, no paskudne złośliwe kłaki. W ostatnim myciu postawiłam na oczyszczenie i przy okazji chelatowanie włosów (trochę sceptycznie, jak to ja, ale chciałam w końcu oczyścić włosy i pielęgnować je 'na nowo'). Wybrałam już osławiony szampon aloesowy firmy Equilibra.

Naolejowałam włosy na około godzinę o czym  dwukrotnie umyłam włosy. Za drugim razem piana była już tak gęsta, że nie wiedziałam co zrobić. Spłukałam włosy, odsączyłam, nałożyłam czubatą łyżeczką maski Alterra Granat i Aloes z 10 kroplami oleju z pestek winogron, 10 kroplami keratyny, 2 kroplami aloesu zatężonego 10x i po 1 kropli d-panthenolu  kwasu hialuronowego. Po mocnym oczyszczaniu moje włosy lubią (a przynajmniej lubiły) porządne dokarmianie, ale postanowiłam ostrożnie podejść, żeby nie przekarmić. końce były troszkę za tępe, więc dołożyłam odrobinę maski z olejem Pod czepkiem było mi cieplej niż zwykle (czyżby moc chelatowania oczyściła mój skalp?)  Po 30min spłukałam i miałam bardzo gładkie włosy. Delikatne. Nie były mocno dociążone, ale już lepiej się harmonijkowały. Odsączyłam i zabezpieczyłam końcówki. Nałożyłam sporą ilość żelu - zwykle jest to czubata łyżeczka a dziś była spora łyżka - chciałam mieć sucharki na noc, żeby przetrwały do rana. Włosy od tych 3 myć  układały się najlepiej - nie był to skręt idealny, ale lepszy niż to coś, co miałam wcześniej. W końcu widać jakieś loki, a nie trudną do zdefiniowana szopę. Nie są to loki jak w podsumowaniu lipca czy sierpnia, ale w końcu wracam na właściwy trop.

Ta czy inaczej znowu poszłam w koku do szkoły, bo nie chciałam nikogo straszyć.

Tęsknie za moimi lokami i mam już dość tej jesieni, wypadania. Jak się wali, to się wali wszystko - pada skręt i wypadają włosy. Muszę wymyślić nową metodę stylizacji i dokarmiania, bo włosiskom ewidentnie się znudziło.

Oto dowody - teoretycznie najlepsze zestawienie dla moich włosów, a praktycznie wyszło jak możecie zobaczyć


____________________________________________________________________________________

Miałyście kiedyś podobny problem? Czuję się, jakbym dopiero zaczynała włosomaniactwo. Jesienne wypadanie powinno się niedługo skończyć i wszystko może wróci do normy.'

Pozdrawiam
A.

niedziela, 6 października 2013

Podsumowanie miesiąca: wrzesień 2013

Hej :)

Podsumowanie miesiąca  bez poślizgu to nie podsumowanie ;) Jutro będzie ostatni dzień pracy, kiedy grafik nie jest do mnie dopasowany, czyli od jutra będę już regularnym blogerem ;) I chyba znowu będę siedzieć do 2 w nocy i czytać co świetnego napisałyście (normalnie mam wyrzuty sumienia, że mam takie zaległości w w waszych postach). Z kubkiem gorącej herbaty przy zapachowych świeczkach nie ma nic przyjemniejszego :)

Do rzeczy Kochani:

skala: świetne, zdecydowanie kupię ponownie, dobre, ale nie wiem czy kupię ponownie, bubel, nie kupię 

Oleje:
  • olej z pestek winogron - sprawdzony, na razie idealny, nie rozczarował ani razu.

Emulgator (to nowość w mojej pielęgnacji, gdyż zwykle zmywałam olej po prostu 2 razy, jednak tak jest zdecydowanie łatwiej i można pozbyć się nielubianej odżywki):
  • Isana, odżywka z ekstraktem z bawełny, nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych - w tym przypadku sprawdza się idealnie, lepiej niż jako odżywka po myciu.
  • Bingo Spa, masło shea i 5 alg - maska średnia, ale emulgator świetny 
Myjadła:
  • Forte Sweden, odżywka Mrs. Potters's do włosów farbowanych z ginko biloba i jedwabnymi proteinami - myje, wolę aloesową wersję, chociaż wiem, że z aloesem nie wolno przesadzić ;)
  • Rossmann, Facelle Intim, Waschlotion Fresh (Płyn do higieny intymnej) - miało być delikatnie, ale to jest mały rypacz. Na pewno nie do codziennego oczyszczania.
  • Joanna, Z Apteczki Babuni, Balsam nawilżająco - regenerujący - tej pani już podziękujemy :P
  • szampon, Malwa, Gloria z czarną rzepą - prosty skład, włosy skrzypią z zachwytu :)
  • Avebio, Savon Noir - moja nowa, ale niewłosowa miłość.
Odżywka:
  • Isana, Seidenglanz połysk jedwabiu  - ekspresowy wygładzacz nieposkromionych baby hairów :)
Maski:
  • Alterra, granat i aloes, maska - uwielbiam - ona zawsze się sprawdzi :) Jeśli chcę dobrze wyglądać, bez eksperymentów, to zawsze wybiorę tą maskę:) zdjęcia z podsumowania lipca są właśnie po niej
  • L'biotica Biovax Naturalne Oleje - używana zdecydowanie najczęściej, została mi do przetestowania tylko w jednej konfiguracji, więc niedługo będzie recenzja :)
  • Richards & Appleby, Pilomax,  Natural Classics, Henna Treatment Wax - jest tak średnia, że przysłowiowe 3 to ocena nawet zawyżona. Skład straszny - ma w sobie tyle konserwantów, że kupiona na 1. roku studiów (teraz jestem na 3.) ma datę ważności do czerwca 2016. Włosy gładkie, owszem, ale znam lepsze i tańsze maseczki 
  • Bingo Spa, masło shea i 5 alg - gdyby nie emulgowanie oleju męczyłabym się z nią strasznie długo. Średnia i nie kupię więcej.
Półprodukty:
  • olej winogronowy - do dociążenia
  • aloes zatężony 10x - aloesowe fale i nawilżenie <3
  • keratyna hydrolizowana - proteinki proteinki <3
  • D-panthenol  75% w roztworze wodnym - humektant dodawany w zasadzie nie wiem czemu.
  • kwas hialuronowy - dokładnie jw.
  • sok z granatu - zachciało mi się eksperymentów z zakwaszającą maską
  • bhringraj - miał przyciemniać (nie wyszło), ale ładnie pogrubia włosy.
Płukanki:
Zabezpieczenie końcówek:
  • L'biotica Biovax, serum wzmacniające z witaminą A+E - na razie najlepsze.
  • L'biotica Biovax, eliksir z serii Naturalne Oleje - nie te oleje, ślicznie pachnie i czuć poślizg silikonów.
Wcierki:
  • domowa wcierka - śmierdziel, ale działa, a to najważniejsze, niedługo recenzja
Mgiełka:
  • aloesowo-malinowa (rozcieńczona płukanka) - używana pod olej, zmiękcza i nawilża włosy.
Stylizator:
  • Isana, żel męski, pomarańczowy - jedyny i niepowtarzalny, najlepszy:)
 Suszenie:
  • odsączanie bawełnianą koszulką - zawsze
  • schły samodzielnie - czasem
  • suszarka z dyfuzorem/kondensatorem - najczęściej
 Wypadanie:
  • OGRANICZONE :) nie wyeliminowane, ale jest lepiej
Dodatkowo:
  • 2x peeling skóry głowy (cukrowo-kawoay)
  • 2x  mocne oczyszczanie
  • 1 delikatne oczyszczanie
Pasemko kontrolne 27cm.

W tym miesiącu wyróżnienie należy się wspaniałej płukance z liści orzecha - pewniak na wydobycie skrętu.
Włosowa malina wędruje za to do...zestawu sprawdzonego, na tym najbardziej się rozczarowałam. Kolejne buble to maseczka WAX i BingoSpa. 

A jak się prezentowały włosy? Ze względu na codzienną wcierkę i masaż loki ucierpiały. Stwierdziłam, że ważniejsze jest to, żebym z czego miała je później robić, więc nie stylizowałam po każdym myciu. Poza tym moje włosy ciągle ewoluują i zaskakują mnie tym jak formę przybiorą - raz loki, raz rulony. Na części zdjęć włosy będą jakby mokre/tłuste, a ja je po prostu przenawilżyłam. Część zdjęć robiona po odgnieceniu, inne na drugi dzień. I znowu w piżamie :D









Plany miałam wielkie, a jak wyszło w rzeczywistości?
  1. Zużyję więcej kosmetyków  -   jestem zadowolona nawet :)
  2. Będę dalej płukać różnymi płukankami - kocham płukankę z liści orzecha i ona zmotywowała mnie do innych :)
  3. Sumienniej zabezpieczę końcówki - co mycie zabezpieczone olejem albo silikonem
  4. Ograniczę wypadanie - ograniczone i z tego cieszę się najbardziej :)
  5. Będę używać maceratów - macerują się dalej :P
  6. Olejowanie skóry głowy to może jednak nie będzie tragedią - nie testowałam, bo się bałam.
  7. Będę bardziej regularna we wszystkim - jak widzicie nie wyszło :(
  8. SPA day i KWC day obowiązkowo - niestety, nie wszystko wyszło tak jak miało wyjść :( nie takich efektów oczekiwałam :(
  9. Pomaceruje więcej - nope
  10. Stopniowo płukankami postaram się wyrównać kolor włosów - tu pasuję, wolę poczekać do końca miesiąca i mama mi zahennuje
  11. Oczyszczanie SLESem przynajmniej raz - oczyszczone 2 razy
  12. Oczyszczanie łagodniejszym myjadłem przynajmniej raz - oczyściłam
  13. Nad peelingiem skóry głosy się zastanowię - były 2 - tam zawsze wypadnie więcej włosów.
 ___________________________________________________________________________________

A jak minął wasz miesiąc? Walczycie z jesiennym wypadaniem?

Pozdrawiam
A.



 

środa, 2 października 2013

Denko wrześniowe 2013

Cześć :)

Wszyscy mają denko, mam i ja ;) do mojej idolki jeszcze mi daleko, ale każdy kiedyś zaczynał prawda? Ostatnio pogrupowałam sobie kosmetyki i wyszło mi, że wcale nie mam tak dużo jak mi się wydawało. Szkoda, że w większości to buble i nie wiem jak ja je zużyje - droga przez mękę przede mną.

Klasycznie już, skromnie w tym miesiącu, lecz idę do przodu. Szczególna uwagę należny zwrócić na kosz wiklinowy, w którym babcia trzymała w piwnicy jakieś dziwne rzeczy. Rzeczy poszły gdzieś w kąt, a ja z oczami jak 5zł stwierdziłam "To mój kosz na denko!!" Należy mu się porządne czyszczenie, ale musiałam się nim pochwalić.

W denku widzimy:




1.  Pollena-Malwa, Szampon do włosów normalnych i ze skłonnością do przetłuszczania się oraz łupieżu "Czarna rzepa" - szampon doskonały w swej prostocie. Idealny do oczyszczania, bez zbędnego bagażu w sobie.Tani, bo kosztuje ok 4zł i łatwo dostępny.  Jest szansa, że kupię ponownie.

2. Joanna, Z Apteczki Babuni, Balsam nawilżająco - regenerujący - za słaby na odżywkę, ładnie pachnie, za drogi na odżywkę do mycia. Można kupić praktycznie wszędzie. Nie kupię ponownie.

3. Luksja, Care Pro Nourish - mleczko pod prysznic z olejem z pestek dyni. Druga próbka, i przekonałam się, że to bubel. Skład średnio. Substancje oblepiające mają zapewnić nam ten efekt odżywienia. Nie kupię ponownie

4. Dove, Visible Care, Toning Cream Body Wash (Kremowy żel pod prysznic) - polubiłam się z tą próbka. Na drugim miejscu gliceryna w składzie. Skóra faktycznie miękka, delikatna. Dobrze się pieni i ładnie pachnie :) Pozytywnie zaskoczona, więc jest szansa, że kupię ponowie

5. Farouk, Biosilk, Silk Therapy (Naturalny jedwab - odżywka regenerująca bez spłukiwania) - wszystko jest tu. Jest absolutnie beznadziejny i obtłuszcza wannę. Nie kupię i nie wiem co z nim zrobić została jeszcze jedna butelka i już mam o dosyć.

6.  L`Biotica, Biovax A+E, Serum wzmacniające - swego czasu mój ulubieniec, ale mam ochotę wypróbować jedwab Marion i z Farmony. Jest jeszcze jedwab z L'biotici i duże silikonowe butelki z Gliss Kur, L'Oreal i Syoss. Zobaczymy który najlepszy. A może zdecyduje się zabezpieczać olejami? Ten produkt oceniam pozytywnie, więc jest szansa, że kupię ponownie, ale dopiero jak przetestuje inne rzeczy.

7. Płyn do kąpieli firmy krzak -  została tylko jakaś naklejka ze składem. Był o zapachu morskim i nie kupię ponownie.

Coś tam jednak zużyłam. Denko to nie jest moja ulubiona część miesiąca. Wychodzi, że kupiłam i zaczęłam mnóstwo rzeczy i prawie niczego nie zużyłam.

EDIT: Zapomnialam, ze oddalam Kasi maske Alverde aloes i hibiskus i olejek do wlosow Alverde, wiec denko wynosi 9 :)
___________________________________________________________________________

Jak wasze denka w tym miesiącu? Czym zabezpieczacie włosy? Gdzie trzymacie zużyte opakowania?

Pozdrawiam
A. 

Miało wyjść pięknie, a wyszo jak zwykle...

Hej :)

Dziś 1 października, początek roku akademickiego. Nie widziałam się ze znajomymi 3 miesiące, więc na rozpoczęcie chciałam wyglądać ładnie. Głównym atutem miały być oczywiście piękne loki. Użyłam moich sprawdzonych KWC, ale niestety nie wzięłam pod uwagę jednej całkiem istotnej rzeczy. Zobaczcie listę kosmetyków i znajdźcie wspólny mianownik

1. mgiełka malinowo-aloesowa
2. olej z pestek winogron
3. emulgacja oleju odżywką Isaną z bawełnąi aloesem
4. mycie balsamem Mrs. Potter's do włosów farbowanych
5. maska Alterra granat i aloes z 10 kroplami keratyny, 10 kroplami aloesu, 5 kroplami D-panthenolu i 5 kroplami kwasu hialuronowego i sporą ilością bhringraju (bo takich ziołach skręt jest zdefiniowany, o czym mogłyście przeczytać tu) + łyżeczka oleju z pestek winogron
6. płukanka octowo-aloesowa

Aloes, aloes wszędzie. Nie zwróciłam na to całkowicie uwagi. Chciałam zużyć mgiełkę i odżywkę. Alterra z dodatkowym aloesem dawała piękne, nawilżone, miękkie loki. Płukanka to taki nowy wynalazek, bo chcę zużyć sok z aloesu.

Taka dawka aloesu skończyła się przepięknym puchem. A siostra pisała u siebie na blogu 'aloes fajne efekty, ale nie co mycie'. Młodsza siostra oczywiście mądrzejsza i zrobiła sobie takie aloesowe combo. Mimo wszystko doceniam ten eksperyment (tylko szkoda, ze zachciało mi się eksperymentować akurat wczoraj), bo widzę, jak moje włosy się  zmieniają, jak porowatość się zmienia i nie chłoną wszystkiego jak gąbka, bo już nie są aż tak porowate.

Mam owszem 4 rulony, ale przykryte warstwa puchu, więc nikt nie zauważy. Zamiast pięknych loków pójdę w koku :)




Skręt marzeń to to nie jest :P a stylizowałam jak zwykle. Do pewnego momentu miałam nadzieję, że będą niskie fale, ale chciałam dosuszyć włosy suszarką i im więcej suszyłam, tym było gorzej.

P.S. Ostatnio zauważyłam, że robię zdjęcia w piżamie :D
_____________________________________________________________________________

Z aloesu nigdy nie zrezygnuję, ale już nie będę używać w takich ilościach :D A wy lubicie aloes, czy jesteście zwolenniczkami gliceryny?

Pozdrawiam
A.